METROPOLITA PRZEMYSKI Arcybiskup Józef Michalik
L.dz. 240/022/2007
List pasterski o św. Andrzeju Boboli
Drodzy Bracia i Siostry
Drodzy Czciciele św. Andrzeja Boboli
Są wydarzenia, które zaistniały w historii raz jeden, ale ich wartość tworzy w
kolejnych latach nową historię, promuje refleksję, wzory zachowań i czyny.
Chciałbym dziś nawiązać do pewnego wydarzenia, które miało miejsce dokładnie 350
lat temu.
16 maja 1657 roku zginął (…) na terenach dawnej Rzeczpospolitej, niezwykły,
gorliwy misjonarz ksiądz Andrzej Bobola, który był 49 ofiarą krwawych
prześladowań pośród jezuitów w tamtym okresie.
Andrzej urodził się w 1591 roku na Bobolówce w Strachocinie na terenie diecezji
Przemyskiej i tutaj został ochrzczony. Wychowany w katolickiej rodzinie od
najmłodszych lat nie tylko poznawał naszą wiarę ale wrastał w nią, coraz
bardziej wiązał się i utożsamiał z żyjącym w Kościele Chrystusem. Słowa i czyny
Zbawiciela: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie" (Łk
9,23), "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,19), "Kto nie bierze swego
krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien." (Mt 10,38), stawały się powoli
sposobem jego myślenia i życia.
Po ukończeniu szkoły odbył nowicjat w Wilnie i tam został przyjęty do Zakonu
Jezuitów, oraz wyświęcony na kapłana. Szybko zasłynął jako dobry organizator i
wybitny kaznodzieja. Ludzie nie tylko słuchali go chętnie, ale nawracali się i
zmieniali życie. Swoim słowem i łaską porywał katolików, prawosławnych i
protestantów. Nazywano go „duszochwatem". Jego autorytet i sława rosła
nieustannie, ale niestety, wyzwalała nienawiść wrogów. W okrutnych, wyszukanych
mękach zginął 350 lat temu, ale nie zszedł ze sceny", nie przestał kochać Pana
Boga i swej Ojczyzny, nie przestał troszczyć się o ludzi. Zaczął to tylko czynić
inaczej.
Po raz pierwszy sam dał o sobie znać w 45 lat po męczeńskiej śmierci, w czasie
oblężenia miasta, kiedy to ukazał się we śnie ks. Godebskiemu rektorowi Kolegium
w Pińsku mówiąc, że ks. rektor szuka pomocy nie tam gdzie powinien i że to on
pomoże strapionym zakonnikom jeśli odnajdą jego ciało i pochowają je oddzielnie.
Dokonano tego, otoczono modlitwą ciało Męczennika i wtedy okazało się, że wokół
Andrzeja Boboli zaczynają dziać się rzeczy niezwykłe. Ludzie doznawali cudów i
łask. Do jego trumny szli królowie (np. król August został uzdrowiony), oraz
ludzie prości, szli prosić i dziękować, gdyż wszystkim z woli Bożej przychodził
z pomocą.
To do niego i z nim modlono się i odprawiano procesje w roku 1920, kiedy na
osłabioną Polskę, tuż po odzyskaniu wolności napadły wojska sowieckie. Zwycięski
„Cud nad Wisłą" nastąpił podczas intensywnych modlitw do Matki Bożej i po
zakończeniu nowenny do św. Andrzeja Boboli. Z oblężonymi w Warszawie modlił się
ówczesny nuncjusz apostolski Achille Ratti, który później jako papież Pius XI
kanonizował św. Andrzeja Bobolę w 1938 roku w Rzymie.
Papieże znali historię Janowskiego Męczennika ze Strachociny. Nabożeństwem
darzył go Pius XII, który swoją ostatnią, krótką ale ważną encyklikę poświęcił
św. Andrzejowi, nazywając go Niezwyciężonym atletą Chrystusa" (16.V.1957).
Papież poruszył w tym dokumencie ważne sprawy dla Polski, chociaż troską
obejmował cały Kościół i swoją wizją wybiegał daleko w przyszłość. Nazwał tam
Polskę „przedmurzem chrześcijaństwa" (antemurale christianitatis) stwierdzając,
ze nasza ojczyzna i nasz naród był zawsze wierny Chrystusowi i że obrona
prawdziwej wiary wiąże się wprawdzie z koniecznością ofiar, ale jest i
pozostanie naszą misją dziejową wyznaczoną przez Opatrzność.
Andrzej Bobola na twardszej niż granit cnocie pokory zbudował swoje życie
duchowe. Bóg pokornym łaskę daje i dzięki temu o. Andrzej doszedł do wielkich
blasków świętości. Kochał nade wszystko Boga i ludzi a nie siebie i dlatego
rozkochiwał dusze w Jezusie, pozyskiwał ludzi dla Kościoła i nawracał ich na
właściwą drogę życia. On już wtedy wiedział, że Polska winna być nie tyle mocna
militarnie czy ekonomicznie, co silna moralnie, bo cóż po liczbie żołnierzy
jeśli będą sprzedajni, cóż po bogactwie kupców, magnatów i biznesmenów jeśli swe
dobra zdobywają krzywdą ludzką, wbrew prawu i potem wywożą je za granicę. Należy
przypomnieć, że od roku 2002 święty Andrzej Bobola jest Patronem Polski, której
przychodził z pomocą w różnych, trudnych momentach jej dziejów. Nic dziwnego, ze
Papież zachęcał Polaków, aby obchodząc „trójwiekową rocznicą męczeństwa św.
Andrzeja Boboli, rozważali głęboko wzniosłe jego cnoty i budzili w sobie
poczucie obowiązku wstępowania w jego ślady" (tamże).
Drodzy Bracia i Siostry,
Z całą odpowiedzialnością za dary Boże trzeba i dziś przypominać, że Pan Jezus
raz na zawsze wyraził swoją wolę, abyśmy poznali prawdziwego Boga i pamiętali o
zbawieniu, o życiu po śmierci, które osiągamy, jeżeli będziemy pełnić wolę
Bożą.Wśród zaleceń naszego Zbawiciela jest troska o zbawienie wszystkich ludzi:
,Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,19). A więc, wszelkimi sposobami
mamy głosić Ewangelię, bronić jej, wykładać i szerzyć. Jest to zadanie dla
kapłanów i świeckich, dla Akcji Katolickiej, Stowarzyszeń i Wspólnot
Katolickich, dla rodziców, nauczycieli i wszystkich środowisk. Poznać Słowo
Boże, przeżywać prawdę, że "Bóg jest miłością" (1 J 4,8) i zachęcać do czynów z
miłości nawet jeśli spotkamy się z niezrozumieniem czy prześladowaniem. Oto
najważniejsze dziś zadanie.
Nie przemogą Kościoła ci, którzy zamęczyli świętego Andrzeja, ani nowocześni
prześladowcy, którzy zabili ks. Władysława Findysza, błogosławionego męczennika
ze Żmigrodu, czy księdza Jerzego Popiełuszkę, a także tylu innych kapłanów i
świeckich. Nie przemogą Kościoła i jego Ewangelii ci, którzy dzisiaj,
wypominając nasze biskupie i kapłańskie słabości zapominają, że siłą Kościoła
nie są ludzie, ale jest żyjący w nim Jezus Chrystus, który przebacza grzechy
zachęcając do nawrócenia: „idź w pokoju i nie grzesz więcej" (por. J 8,11).
Przykład św. Andrzeja Boboli przypomina dziś mocniej niż kiedykolwiek obowiązek
uczciwszego, bardziej ofiarnego życia wszystkich chrześcijan: biskupów, księży,
zakonów i świeckich. Jedynie święci są pełnymi świadkami Chrystusa i skutecznymi
siewcami Ewangelii.
(…) Powrót do prawdy i nawrócenie jest zawsze potrzebne, ale fałsz intencji
polega na tym, że oczyszczenia chcą niekiedy dokonywać ci, którzy ten Kościół,
jego kapłanów i wiernych po II wojnie światowej brukali, szkalowali i łamali, a
nawet męczyli i zamykali do więzień. Nie przestali nas i w ostatnich latach
szkalować, wmawiając światu, że naród, który złożył najwięcej ofiar przy
ratowaniu Żydów w czasie II wojny światowej bywa oskarżany jako antysemicki.
Dziś próbuje się z kolei wmówić nam, że Kościół, który w Polsce najmocniej
opierał się ideologii komunistycznej nie ma prawa do godnej historii z okresu
powojennego, bo prześladowcy siłą lub naciskami złamali kilku jego kapłanów,
którzy zresztą w większości wypadków uczciwością życia i pracą naprawili
chwilową słabość i pokazali, kto był przyczyną ich załamania, a kto jest siłą
ich duchowego odrodzenia.
Drodzy Bracia i Siostry,
Dzielę się dziś z Wami moim głębokim przekonaniem, że i w najbliższych latach
będzie toczony bój o obraz wiary i rolę Kościoła w Polsce, w Europie, w świecie.
Chodzi tu o to czy religia ma pozostać sprawą formalną, prywatną, właściwie
martwą czy żywotnie i twórczo będzie obecna w życiu prywatnym i publicznym.
Chodzi o to czy w ustanawianych prawach uszanuje się Boże przykazania chroniące
wszystkich, także najsłabszych i biednych, czy Bóg będzie miał w życiu ludzi i
narodów należne sobie pierwsze miejsce. Jeśli bowiem o losach świata będą
decydować sami ludzie tylko dlatego, że zdobyli władzę, że mają siłę i
pieniądze, wtedy stajemy już o krok od niebezpieczeństwa przemocy i
niesprawiedliwości. Sługa Boży Jan Paweł II przestrzegał, że demokracja bez
etyki łatwo przeradza się w totalitaryzm. Warto o tym pamiętać. Warto zaufać
bardziej Bogu niż ludziom, a jeśli ludziom to takim, którzy nie lekceważą Boga i
słabego, biednego człowieka.
Mówię o tym, bo jestem przekonany, że trzeba prostować myślenie i przestrzegać
przed niebezpieczeństwami. Wierzę, że wszystko zależy od naszego umiejętnego i
mądrego poder¬wania się do czynów. Możemy przy tym liczyć na Bożą pomoc, na
wstawiennictwo Matki Naj¬świętszej, na interwencję św. Andrzeja Boboli i naszych
świętych.
Jan Paweł II na progu wolnej Polski mówił z nadzieją: „jestem dobrej myśli.
Polacy już nieraz umieli być wolnymi. Umieli swoje umiłowanie wolności
przekształcać w twórczość" (Płock 7.VI.199l), „Wiele z tego, co będzie jutro,
zależy od zaangażowania się dziś dzisiejszego pokolenia chrześcijan”
(Częstochowa 15.VI.1991).
A zatem to wiara, sumienna praca i ofiarny trud naszych kapłanów oraz ludzi
gotowych poświęcić życie dla Boga i Chrystusa, dla Ojczyzny i drugiego człowieka
zdecydują o losach naszych i naszego narodu. Takich ludzi gorącej wiary i
wielkiego poświęcenia bardzo potrzeba naszemu światu i naszemu narodowi. Widzimy
ich niewielu, bo pewnie nie lubią się reklamować, ale niech wytrwają, patrząc na
przykład i modląc się o pomoc nowego Patrona Polski św. Andrzeja Boboli. On sam
już wielokrotnie przypominał o mocy swojego wstawiennictwa. Uruchomi je i ujawni
także dziś. Oto dlaczego z ufnością modlimy się do niego słowami Papieża Piusa
XII z jego niezwykłej encykliki, niech Polska i każde polskie serce poczuje się
przedmurzem chrześcijaństwa, bo Bóg tę właśnie rolę narodowi polskiemu
przeznaczył" (Pius XII). A więc odwaga w wyznawaniu wiary i obrona zasad życia
według Ewangelii staje się zadaniem każdego z nas, zadaniem Kościoła w naszej
Ojczyźnie.
Pius XII nie krępował się powiedzieć przed światem już w 1957 roku o „roli
polskiego narodu" w zachowaniu jedności i męstwa w wierze. Nie wstydzę się i ja
- wbrew wielu małodusznym — przypomnieć zachętę wielkiego Papieża: Bracia Rodacy
„postępujcie nadal mężnie, ale z tą odwagą chrześcijańską, która idzie w parze z
roztropnością i z tą mądrością, która umie bystro patrzeć i przewidywać. Wiarę
katolicką i jedność zachowujcie” (Invicti athletae Christi, 16.V.1957). Kościół
w Polsce musi się bardziej zjednoczyć wokół Chrystusa i Jego Matki poprzez
modlitwę, zjednoczyć się w wierze i gotowości do życia bardziej pokornego,
gotowego do ofiar, życia zgodnego z Bożymi przykazaniami, o których trzeba mówić
w rodzinach i w miejscach pracy, które należy zachować w dniach odpoczynku.
Taka postawa przyniesie dobre owoce. Tym dojrzalsze one będą z im większą
miłością Krzyża Chrystusowego i naszego codziennego Krzyża włączymy się do
przebudowy naszej Ojczyzny. (…) Przypatrując się powołaniu naszemu podejmujmy
refleksję nad odpowiedzialnością za Ewangelię i gotowość do życia wiarą, a także
gotowość do jej obrony. Usłużmy też Kościołowi i jego pasterzom naszą serdeczną
(…) modlitwą. Pamiętajmy o prześladowanych za wiarę i cierpiących dla imienia
Chrystusowego, których i dzisiaj na świecie nie brakuje.
Całym sercem polecam Was wszystkich Matce Najświętszej i św. Andrzejowi Boboli,
Patronowi Polski. A na życie z wiary z serca błogosławię.
Wasz Arcybiskup
Przemyśl, w I niedzielę Wielkiego Postu, 25 lutego 2007 roku.